Kupon #1
BET BUILDER· kurs 1.50
BET BUILDER· kurs 1.50
Wisła Kraków - GKS Katowice
Wisła Kraków wraca do Ekstraklasy w momencie, na który kibice czekali bardzo długo, a pierwszy mecz po przerwie od razu dostaje dodatkowy ciężar. Domowe spotkanie z GKS-em Katowice wydaje się dla gospodarzy bardzo dobre na wejście w nowy sezon, zwłaszcza że rywal należy do tych, z którymi Wiśle zwykle gra się wygodnie. Do tego dochodzi fakt, że kurs na tę kombinację wyraźnie spadł, ale nadal pozostaje na poziomie, który można rozważyć.
W tym wyborze kluczowe są dwa elementy: Wisła nie powinna przegrać i jednocześnie powinna strzelić co najmniej jednego gola. Patrząc na kontekst tego meczu, taki układ ma sens. Krakowianie wracają do najwyższej klasy rozgrywkowej po dłuższej przerwie i wreszcie rozgrywają pierwszy ligowy mecz u siebie. To zawsze działa na emocje, ale w tym przypadku równie ważne jest nastawienie i przygotowanie. Wisła ma więcej spokoju, nie jest obciążona rywalizacją pucharową i może skupić się wyłącznie na lidze. Taka sytuacja zazwyczaj pomaga drużynie wejść w sezon z odpowiednią intensywnością.
Istotne jest też to, że klub nie dokonał żadnych gwałtownych ruchów kadrowych. Postawiono raczej na stabilność, zarówno na ławce trenerskiej, jak i w składzie. W takich momentach brak rewolucji bywa zaletą, bo zespół nie musi od nowa budować automatyzmów. Przy starcie sezonu, szczególnie w meczu domowym, to może mieć znaczenie. Wisła w pierwszym spotkaniu będzie chciała od razu pokazać swoją jakość, a ofensywne nastawienie powinno przełożyć się przynajmniej na jednego gola.
Dodatkowym argumentem jest historia meczów z GKS-em na własnym boisku. Wisła przegrała u siebie z katowiczanami tylko raz, i to niemal 30 lat temu. To oczywiście bardziej ciekawostka niż twardy argument, ale w zestawieniu z innymi przesłankami wygląda po prostu korzystnie. Co ważniejsze, w każdym z tych jedenastu domowych spotkań Wiślacy strzelali minimum jedną bramkę. Taki trend trudno zignorować, zwłaszcza gdy obecna sytuacja również sprzyja gospodarzom.
Po stronie GKS-u sytuacja nie wygląda równie dobrze. Katowiczanie przyzwyczaili już do tego, że na wyjazdach nie czują się komfortowo, a teraz dochodzi do tego jeszcze dodatkowe obciążenie związane z eliminacjami do europejskich pucharów. Pierwszy mecz z Żiliną zakończył się porażką, więc w głowach zawodników na pewno siedzi nie tylko wynik, ale też świadomość, że rewanż nadal pozostaje otwarty. Z jednej strony nie jest to sytuacja bez wyjścia, z drugiej jednak 90 minut w nogach i presja kolejnego meczu na wyjeździe nie pomagają.
GKS dokonał ciekawych wzmocnień, ale w pierwszym meczu sezonu nie było jeszcze widać, by przyniosły one wyraźny efekt. Wolski zagrał niewiele, Pau Resta potrzebuje czasu na aklimatyzację, a brak Strączka nadal jest odczuwalny. Kobylak i Kikolski to solidni bramkarze, ale jednak niżej oceniani od pierwszego wyboru. Do tego dochodzi fakt, że sam GKS w inauguracji wyglądał przeciętnie, a trudno zakładać, że kilka dni później obraz drużyny nagle zmieni się diametralnie.
Warto też zwrócić uwagę na to, że GKS nie powinien opierać swojej gry
FC Kopenhaga - Lyngby
Pierwsza kolejka duńskiej Superligi przynosi rywalizację FC Kopenhagi z beniaminkiem z Lyngby i trudno o bardziej czytelny układ na start sezonu. Gospodarze wchodzą w nowe rozgrywki z dużą potrzebą szybkiego potwierdzenia swojej pozycji po bardzo słabym poprzednim sezonie. Dla klubu takiej klasy brak awansu do grupy mistrzowskiej był wyraźnym rozczarowaniem, nawet jeśli później udało się zdominować rywalizację w grupie spadkowej i wywalczyć miejsce w europejskich pucharach. To nie był jednak poziom, do którego Kopenhaga przyzwyczaiła przez poprzednie lata.
Patrząc na ostatnie pięć sezonów, obraz jest jasny: trzy mistrzostwa Danii, jedno trzecie miejsce i dopiero w minionych rozgrywkach mocne zejście poniżej oczekiwań. Trudno zakładać, że tak mocny kadrowo zespół będzie przez dłuższy czas utrzymywał podobnie słabą skuteczność. Kopenhaga nadal dysponuje bardzo solidnym składem, łączącym doświadczenie takich zawodników jak Elyounoussi, Cornelius czy Delaney z młodszymi, dynamicznymi graczami, na czele z brazylijskim skrzydłowym Robertem. To daje gospodarzem szerokie możliwości ofensywne, a w domowym meczu z beniaminkiem ten potencjał powinien być dobrze widoczny.
Dużym atutem Kopenhagi pozostaje także Parken i wsparcie własnych kibiców. W poprzednim sezonie nie zawsze przekładało się to na pełną dominację, ale początek nowej kampanii to dobry moment, by odzyskać wyraźną przewagę na własnym stadionie. Przedsezonowe wyniki również dają podstawy do optymizmu. Kopenhaga wygrała między innymi z Mjallby 5:3, Viborgiem 2:1 i Horsensem 3:2, a z Viktorią Pilzno zremisowała 1:1. To pokazuje, że zespół potrafił kreować sytuacje i utrzymywać wysokie tempo gry.
Ważny był też pierwszy oficjalny mecz w sezonie, czyli wyjazdowe starcie z Polissią Żytomierz w kwalifikacjach do Ligi Konferencji. Remis 3:3 może wyglądać na wynik otwarty, ale trzeba pamiętać, że to nie był przypadkowy rywal. Ukraiński zespół jest dobrze zorganizowany, ma mocną kadrę i potrafi stawiać trudne warunki. Mimo że to Polissia stworzyła sobie więcej okazji, dla Kopenhagi taki rezultat nie musi być zły, zwłaszcza przed rewanżem u siebie. Z perspektywy ligowego meczu ważne jest przede wszystkim to, że gospodarze utrzymali ofensywną jakość przeciw wymagającemu przeciwnikowi.
Na tle tego wszystkiego Lyngby wygląda na zespół, który może mieć spore problemy z wejściem w sezon. Beniaminek wygrał rozgrywki na zapleczu ekstraklasy, ale ich bilans 18 zwycięstw, 6 remisów i 8 porażek sugeruje raczej solidność na poziomie drugiej ligi niż gotowość do regularnej rywalizacji z mocnymi zespołami w elicie. Historia występów Lyngby w duńskiej ekstraklasie też nie daje powodów do optymizmu. Klub od lat balansuje między utrzymaniem a spadkiem, a ostatnie sezony tylko to potwierdzają: spadek rok temu, 10. miejsce w sezonie 23/24 z niewielką przewagą nad strefą spadkową, a wcześniej kolejne rozgrywki zakończ
Superbet